Design & WordPress

Większość stron usługowych ma wszystkie potrzebne elementy — tylko w złej kolejności. Klient trafia na cennik, zanim zrozumiał, co dostanie, i widzi formularz, zanim uwierzył, że warto pisać. Sekcje same w sobie są dobre. Sekwencja jest zła.
Strona usługowa nie jest katalogiem. To rozmowa handlowa prowadzona bez Ciebie, a rozmowa ma kolejność. Nie zaczynasz od ceny, tylko od tego, że rozumiesz problem rozmówcy. Poniżej układ, który tę kolejność odwzorowuje.
Pierwszy ekran odpowiada na trzy pytania: co robisz, dla kogo i jaki efekt daje. Bez metafor. „Projektuję strony i sklepy na WordPress dla firm usługowych” jest lepsze od „Tworzymy cyfrowe doświadczenia”. Do tego jedno główne wezwanie do działania, nie trzy — dwa przyciski o równej wadze to nie wybór, tylko przerzucenie decyzji na klienta, który jeszcze nie wie, czego chce.
Zanim powiesz, co oferujesz, nazwij sytuację, w której klient jest. „Masz stronę, ale nie przychodzą z niej zapytania” działa, bo czytelnik myśli: to o mnie. Ta sekcja robi rzecz, której nie zrobi żadna inna — buduje zaufanie przed ofertą. Człowiek kupuje od kogoś, kto trafnie opisał jego kłopot, bo zakłada, że skoro rozumie problem, to zna też rozwiązanie.
Tu wchodzi usługa, ale opisana efektem, nie czynnością. Nie „projektowanie UX”, tylko „układ strony prowadzący klienta do zapytania”. Ta sama praca, inny język: pierwszy mówi, co robisz Ty, drugi — co z tego ma on. Maksymalnie trzy do czterech pozycji. Dłuższa lista czyta się jak „robimy wszystko”, a to znaczy „nie specjalizujemy się w niczym”.
Dowód musi stać zaraz po obietnicy, bo dokładnie w tym miejscu w głowie klienta pada pytanie „czy to prawda”. Jedna realizacja z opisem, co się zmieniło, jest warta więcej niż dziesięć ogólnych opinii typu „polecam, profesjonalizm”.
Najczęściej pomijana sekcja, a zdejmuje największy lęk: klient nie wie, co się stanie po wysłaniu wiadomości. Trzy do pięciu kroków — rozmowa, wycena, realizacja, wdrożenie — i podana rama czasowa. Ta sekcja mówi między wierszami: mam metodę, nie improwizuję. Dla klienta, który kiedyś sparzył się na wykonawcy, to bywa argument mocniejszy niż portfolio.
Brak jakiejkolwiek informacji o cenie nie chroni Cię przed niedopasowanymi zapytaniami — on je generuje. Podaj widełki albo próg wejścia: „projekty od 4000 zł”. Odsiewasz tych, których nie stać, i uwiarygodniasz się u tych, których stać.
Nie wpisuj tam „jakie są formy płatności”. Wpisz to, co klient myśli naprawdę: ile to potrwa, co jeśli nie spodoba mi się projekt, czy będę mógł to sam edytować. Każda rozbrojona obiekcja to jeden powód mniej, żeby zamknąć kartę.
Na końcu jedna akcja, ta sama, którą obiecałeś w hero. Formularz albo mail, nie oba naraz obok telefonu i trzech ikon social media. Im więcej wyjść, tym mniej wejść.
Test w minutę: klient czyta stronę liniowo i na każdym ekranie zadaje inne pytanie — czy to dla mnie → czy rozumiesz mój problem → co proponujesz → czy to prawda → jak to przebiega → ile → a co jeśli → dobra, piszę. Przypisz każdej swojej sekcji jedno z tych pytań. Sekcje bez przypisania usuń.
Jeśli sekcja odpowiada na pytanie, którego klient jeszcze nie zadał, jest zmarnowana. Jeśli odpowiada na to, które padło dwa ekrany temu — jest już za późno. Dlatego kolejność jest ważniejsza niż same sekcje.
Chcesz stronę usługową, która prowadzi do zapytań?