DreamWalkerAkademiaPoradnikBlogWsparcie
Blog  /  Edycja PLR

Blog DreamWalker

Lokalizacja PLR z angielskiego: dlaczego samo tłumaczenie to za mało

Angielska paczka PLR przebudowana pod polski rynek

Angielskie paczki PLR mają jedną wielką zaletę: jest ich dużo, są tanie i często lepiej napisane niż to, co znajdziesz po polsku. Problem zaczyna się w chwili, gdy ktoś wrzuca całość w tłumacza, wkleja wynik i dziwi się, że nie sprzedaje. Tłumaczenie to jakieś dziesięć procent roboty. Cała reszta to lokalizacja — czyli dopasowanie treści do polskiego czytelnika, a nie tylko do polskich słów.

Tłumaczenie to wejście, nie meta

Nawet najlepszy tłumacz zostawia ślady. Zdania mają amerykański rytm, wracają kalki („to jest gra o zmianę Twojego życia”, „odblokuj swój potencjał”), całość brzmi trochę jak reklama suplementów. Przeczytaj tekst na głos — jeśli słyszysz, że to przełożony angielski, czytelnik też to usłyszy. Frazy się przepisuje po swojemu, nie tłumaczy słowo w słowo.

Wymień realia na polskie

To tu wpada najwięcej osób. W angielskim PLR roi się od rzeczy, których u nas nie ma: dolary, Gumroad, „załóż LLC”, odwołania do amerykańskiego prawa i podatków. Czytelnik trafia w połowie e-booka na „zgłoś to do IRS” i od razu wie, że to nie było pisane dla niego. Podmień to na nasze: złotówki, BLIK i Przelewy24, Fakturownia, sprzedaż nierejestrowana, RODO. Inaczej cała treść pachnie importem.

Liczby i przykłady pod nasz rynek

Obietnica „$10 000 miesięcznie w 30 dni” spala zaufanie polskiego czytelnika szybciej niż literówka. U nas takie liczby brzmią jak ściema, bo najczęściej nią są. Przelicz widełki na realne dla naszego rynku, amerykańskie marki i nazwiska zamień na znane tutaj, statystyki podmień na krajowe albo chociaż aktualne. Jeden nierealny przykład potrafi położyć wiarygodność całego produktu.

Ton — mniej hype’u, więcej konkretu

Polski odbiorca jest wyczulony na amerykański entuzjazm. „Crush it”, „six figures”, „hustle 24/7″ — u nas to budzi nie zapał, tylko podejrzliwość. Jeśli Twoja marka stoi na spokojnym, konkretnym gadaniu, a wklejony PLR krzyczy jak teleshopping, ten rozjazd czuć w każdym akapicie. Ścisz to do swojego tonu, nie zostawiaj tonu oryginału.

Sprawdź, czy licencja pozwala na tłumaczenie

Nudne, ale ważne: nie każda licencja PLR zezwala na tłumaczenie i sprzedaż jako własne w innym języku. Część wymaga zachowania oryginału, część zabrania podpisywania się jako autor. To jest w treści licencji, nie w opisie paczki — i sprawdzasz to, zanim włożysz w przeróbkę tydzień pracy.

Sprawdzian: daj gotowy tekst komuś, kto nie wie, że to PLR z angielskiego. Jeśli po dwóch akapitach mówi „brzmi jak tłumaczone” — lokalizacja jeszcze się nie skończyła.


Tłumaczenie robi z angielskiego pliku plik po polsku. Lokalizacja robi z niego produkt dla Twojego rynku. Realia, liczby, ton i licencja — to cztery miejsca, w których przeciętny sprzedawca odpuszcza. Zrób je porządnie, a wyprzedzisz go, zanim ktokolwiek dojdzie do drugiego rozdziału.

Chcesz robić PLR tak, żeby naprawdę był Twój?

Zajrzyj do Akademii PLR →

← Wróć na blog DreamWalker